Pierwsze chwile w San Salwador

Witamy w San Salwador takie słowa usłyszeliśmy przechodząc ostatnią kontrole paszportową. Po wyjściu z hali lotniska, uderzyła nas fala gorącego powietrza. Pierwsze co zrobiłam zapytałam, taksówkarza, gdzie zlokalizowany jest przystanek autobusu do centrum miasta. Po wytłumaczeniu drogi, udaliśmy się na przystanek. Po krótkiej przebieżce wynoszącej zaledwie 15 min, było nam bardzo gorąco. Nieskrępowani obecnością tubylców, na przystanku przebraliśmy się w krótkie ubrania. Ucieszeni znaczą ulgą wsiedliśmy do busa zmierzającego w stronę centrum. Bus był modelem z czasów lat 90′ z nazywaną przeze minie „naturalną klimatyzacja” tzn. z otwartymi oknami na oścież. Takie rozwiązanie zdecydowanie bardzo się sprawdza w temperaturze powyżej 30 stopni.



Jeszcze w dniu przylotu nie byłam zupełnie świadoma tego, że jest tu niebezpiecznie. Dopiero na miejscu Mati zaczął mówić, czy zdaje sobie sprawę z tego, iż Salwador uważany jest za jedno z najniebezpieczniejszych miejsc na świecie. Byłam zła, że mi to mówi, bo moją głowę zaczął ogarniać lęk. Od tego momentu zaczęłam zwracać większą uwagę na to co mnie otacza, a bardziej na to kto mnie otacza, wyszukując się w przechodniach zabójcy lub mordercy.
Z uwagi na to, że naszą przystanią noclegową było miasto Santa Ana, chcieliśmy jak najszybciej tam dotrzeć.




Wcześniej jednak postanowiliśmy zjeść pożywny posiłek i skorzystać z taksówki, która miała nas podwieź na terminal, z którego miał odjechać autobus do Santa Any.



Po zjedzonym posiłku, zabraliśmy jedną z lepiej wyglądających rozklekotanych taksówek i ruszyliśmy w stronę terminala. Po ok 3o min siedzieliśmy już w autobusie i tu dopiero zaczęła się zabawa, która nazwaliśmy „CYRK” hehe, dlaczego w ten sposób? o tym dowiecie się w następnym poście 😉


 

  • czytajkomiksy.pl

    Świetna wyprawa 🙂

  • Grażyna Zaborska-Szmajda

    Zazdroszczę, sama wybrałabym się na wakacje 😀

  • Sylwia

    Świetne, naturalne zdjęcia 🙂